Bort-les-Orgues czyli urocza, francuska prowincja

Na granicy Owernii i Limousin, czyli dla Francuzów trochę pośrodku niczego (do Paryża daleko, do morza też, a góry nienajwyższe), znajduje się Bort-les-Orgues. Plątanina uliczek, szare, wulkaniczne domki, szemrząca rzeka pełna pstrągów i trzy, największe atrakcje: bazaltowe „organy” dominujące nad miastem, potężna zapora na rzece Dordogne i bajkowy zamek nad jeziorem kilka kilometrów dalej.

Nie ujmując nic żadnej polskiej miejscowości, Bort-les-Orgues byłoby u nas przednią atrakcją, zajmowało czołówki folderów turystycznych, „krzyczało numerami 1 i naj”. Bez wątpienia miasteczko jest urocze, ale we Francji to atrakcja II, a może i III kategorii. Hen, daleko w tyle za doliną Loary, Aix-en-Provence, Annecy, zimnym, normandzkim Étretat czy kolorowym Colmar.

Bort-les-Orgues

Zapora robi wrażenie. Kryje się w bocznej dolinie nieopodal głównej drogi. Można zwiedzać wewnątrz i podziwiać widoki z korony na wysokości 120 metrów. Powstały zbiornik przypomina nieco jezioro Solińskie – zalesione zbocza schodzące prosto do wody, zatoki, zatoczki, cyple i przystanie. Brakuje tylko wielkich karpi i kleni pożerających na zawołanie kawałki chleba. Nie ma jednak przede wszystkim tego naszego polskiego kiczu, bajzlu, plastiku, wygrywających melodyjki koszmarków, spalenizny mieszającej się ze słodyczą i wrzasku z dyskotekową młócką z radia.

Przez zaporę biegnie droga, jest niewielki parking i nic poza tym. Ani jednej budy, samowolki, dobudówki, lady, reklamy, „u nas najtaniej”, „tylko 5 zł”, a do gofra cola gratis.

Bort-les-Orgues - widok na zaporę i zbiornik

W wodach zbiornika przegląda się Château de Val. To niemalże kicz sam w sobie. Pocztówka. Zameczek na niewielkim cyplu, sześć wieżyczek, przystań, białe łódeczki, w środku: kręcone schody, renesansowe kominki, posadzki i inkrustowane meble. Nie ma kota w butach, tekturowych rycerzy „włóż głowę, zostaniesz Zawiszą”, strzelania z łuku, dybów, ogródków piwnych, skwierczących kiełbas i oscypków na Pomorzu.

Château de Val

Jedna budka jest przy „organach”. Drewniany domek z kawą, kanapkami, pocztówkami, mapami i drobnymi pamiątkami. Nie ma waty cukrowej, baloników, kebabów, frytek, dmuchanych krokodyli, podskakujących pająków, terkoczących helikopterów, ciupag, mieczy, koszulek „Piwo i Sex” i wulkanicznych durnostojek. Przyjeżdża się, spogląda na Owernię od masywu Sancy po Puy Mary, podziwia bazaltowe słupy, na których kilkadziesiąt metrów niżej próbują swoich sił wspinacze na Dinosorgue (trudność 6a).

Bort-les-Orgues - "organy", które dały nazwę miastu

Cudna, francuska prowincja. Polska też jest piękna, tylko czasem za dużo ją zasłania.

,
One comment on “Bort-les-Orgues czyli urocza, francuska prowincja
  1. Ciekawy reportaż. Przykre i smutne porównania z Polską. Może w tym akurat przypadku nie bójmy się i nie wstydźmy „małpowania” Zachodu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook