Auntie Vi i Ye Olde World Cafe w Bosherston – najsłynniejsza herbaciarnia Walii

Richard przystanął przed kamiennym murkiem, za którym kilkanaście osób rozsiadło się swobodnie przy stolikach. – Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Bosherston, Pembrokeshire i wysłuchać dziesiątek fantastycznych historii, wstąp do Auntie Vi na herbatę.

- A kto to jest? – zadałem najbardziej laickie pytanie.

- Ona jest legendą. Sprawdź sam – usłyszałem krótką ripostę.

- Może znajdę jutro wolną chwilę… – zawahałem się. Pół dnia jeździliśmy razem po wybrzeżu hrabstwa Pembroke oglądając surferów na plaży Freshwater West i mewy siedzące na gniazdach Stack Rocks. Wsłuchiwałem się w historie o Robin Hoodzie o twarzy „Gladiatora”, tłumach fanów śledzących z oddali filmowanie najnowszego odcinka Harry’ego Pottera, wojsku ćwiczącym w okolicach Castlemartin przed pustynnymi operacjami i ocaleniu świętego Govana.

A teraz człowiek, który zna ten teren jak własną kieszeń, pracownik National Trust (organizacja zajmująca się ochroną i konserwacją przyrody w Anglii, Walii i Irlandii Północnej – przyp. aut.) mieszkający tu blisko 20 lat i większość czasu spędzający w terenie, przekonuje mnie, że to w sumie nic, że jest ktoś kto sam jest cząstką Walii…

Plaża Freshwater West w Pembrokeshire

Plaża Freshwater West w Pembrokeshire

***

Bluszcz oplatał cały kamienny budyneczek. W ogródku było z 10 stolików, tyleż psów i może dwa razy więcej gości. Minąłem szyld „Ye Olde Worlde Cafe” kierując się ku wejściu. Napis głosi: Proszę dzwonić. Gdzieś w oddali rozległ się brzęczenie i po chwili zjawiła się młoda dziewczyna.

Ye Olde Worlde Cafe w Bosherston

- Słucham.

- Poproszę herbatę.

- Coś jeszcze?

- Nie, dziękuję.

Usiadłem w ogródku przy drewnianym, zielonym stoliku. Kremowy labrador polizał mnie po rękach. Po chwili zjawiła się kelnerka z czajniczkiem i filiżanką.

- Przepraszam, czy mógłbym porozmawiać z Auntie Vi?

- Teraz rozmawia z piekarzem, ale zaraz jej przekażę.

- Dziękuję bardzo.

Przelałem herbatę przez sitko i, czekając aż się zaparzy, obserwowałem jak przy sąsiednim stoliku, wróbel dojada okruchy nie zważając na siedzących ludzi.

W wejściu pojawiła się starsza pani w okularach i kwiecistej koszuli. „Hiacynta Bukiet” – obraz w głowie był jak najbardziej realny. Przekonam się później, że wszystkie podobieństwo poza wizualnym jest niezamierzone. Wspierając się delikatnie na ramieniu jednej z pracownic, szła w moją stronę.

- Wspaniałe są te moje dziewczyny. Wie Pan, że jedna z nich pomogła uratować w zeszłym roku 20 osób na plaży w Tenby? Gdy ma mniej obowiązków i nauki, to przyjeżdża tutaj.

W lipcu 2009 roku piaszczysta łacha na plaży w popularnym kurorcie Tenby pogrążyła się nagle w morzu i wciągnęła za sobą grupę 36 dzieci i 4 dorosłych. Gdyby nie szybka reakcja trójki młodych ratowników, ćwiczenia team-buildingowe młodzieżowego obozu skończyłyby się tragedią. Jednym z bohaterów stała się, 17-letnia wtedy, Coral Lewis.

- Jestem Violet Weston, ale wszyscy wołają mnie Auntie Vi. Co Pana do mnie sprowadza?

- W zasadzie to Robin Hood. Richard Ellis pokazywał mi plażę Freshwater West.

- A, oczywiście. Proszę za mną.

W pokoiku stał stół, kilka krzeseł, szafa, sofa. Za nią leżała sterta gazet. Auntie Vi wyciągnęła z niej gazetowy urywek: – proszę, to o Robinie i o mnie. Zdążyłem tylko rzucić okiem na lead z Daily Mail, gdy w moich rękach już pojawiło się oprawione w ramkę zdjęcie Russella Crowe.

- Przyjechał na rowerze wraz z kilkoma kolegami. Nie wiedziałam kto zacz, ale moje dziewczyny mnie uświadomiły. Bardzo miły dżentelmen. I tak mnie zdenerwował Jonathan Ross w swoim Friday Night show zarzucając mu zły akcent w filmie! Uważam, że niesłusznie. Chce Pan wiedzieć coś więcej?

- Proszę opowiadać.

- Smakował mu mój tost z serem.

- A herbata? – zapytałem pijąc mały łyk.

- Chyba nie próbował.

Auntie Vi przez wszystkie lata prowadzenia swojej herbaciarni nie skalała się zaparzeniem herbaty z torebki. Żadnego liptonowskiego czy earl grey’owego woreczka. Nigdy. A zaczęła pomagać mamie przy liściastym interesie, gdy miała kilkanaście lat. Jej rodzice, Caesar i Sarah Jane Evans założyli herbaciarnię w 1921 roku.

- Wie Pan, że dokładnie za miesiąc, 22 czerwca, będę obchodzić 89 urodziny (rozmawialiśmy w maju 2010 roku, dziś Auntie Vi liczy sobie 92 lata – przyp. aut.)

- Niemożliwe! Szczerze życzę wszystkiego najlepszego. I sto lat!

- To całkiem niedługo.

- Wygląda Pani świetnie, więc nie ma powodów do powątpiewania. A herbaciarnia ile ma?

- Jest młodsza ode mnie. O rok. – Mrs Weston uśmiechnęła się szeroko.

Przeszliśmy do drugiego pokoju. Na ścianach obrazy, na stole zestawy dla gości na niepogodę, na komodzie porcelana, bibeloty, kilka ramek ze zdjęciami. Auntie Vi sięgnęła po jedno z nich.

Na czarno-białej fotografii widniała Ye Olde Worlde Cafe. Prawie nie zmieniła się od połowy lat 50., tylko bluszcz objął już drugą połowę domu. W 1959 roku Bosherston zostało zelektryfikowane i Westonowie mogli rozpocząć sprzedaż lodów.

Na szafie stało więcej fotografii. Na kilku z nich pani Weston ubrana w czerwoną garsonkę prezentowała dumnie srebrny medal.

Auntie Vi (Mrs Violet Weston) z medalem MBE

- Rok temu zostałam odznaczona MBE. Order wręczał mi sam książę Karol w pałacu Buckingham! – Violet Weston uniosła dumnie głos. Jest zatwardziałą rojalistką. Jej marzeniem jest spotkanie królowej. – Książę William zatrzymał się u nas na lody odwiedzając pobliską bazę, księcia Karola również widziałam za jego młodych lat, teraz znów, ale królowej Elżbiety II nigdy. Może jeszcze będzie mi dane…

MBE czyli Member of the British Empire (pol. Kawaler Orderu) to najniższa z klas Orderu Imperium Brytyjskiego (ang. The Most Excellent Order of the British Empire) ustanowionego przez Jerzego V w 1917 r.

Dwie najwyższe klasy czyli Rycerz / Dama Wielkiego Krzyża orderu (ang. Knight / Dame Grand Cross, GBE) oraz Rycerz lub Dama Komandor orderu (Knight / Dame Commander, KBE lub DBE) dają prawo do używania tytułu „Sir” lub „Dame” przed imieniem i nazwiskiem. MBE, jak i wszystkie wyższe klasy, są przyznawane za służbę koronie we wszystkich dziedzinach życia, niezwiązanych z wojną.

- Mój order jest za zasługi dla turystyki i gościnność. A przecież ja tylko robię herbatę…

- I lukrowane biszkopty, i babeczki…

- Menu w herbaciarni praktycznie nie zmieniło się od 70 lat. Rodzice założyli to miejsce w 1921 roku. Z moim Donem przejęliśmy je w 1952. To jemu wszystko zawdzięczam i dzięki niemu kwitnie i wygląda jak obecnie. Odwiedza nas dużo gości – Pembrokeshire to piękny region. Przyjeżdżają leniuchy na plażę, obserwatorzy ptaków, wspinacze, rowerzyści. W Bosherston są przecież przepiękne liliowe stawy Stackpole Estate. I wygląda na to, że mnie lubią i zatrzymują się choć na chwilę. Mąż zmarł w 2003 roku, ale nie miałam i nie mam zamiaru kończyć biznesu. Pomagają mi dzieci i dziewczyny, ja siedzę sobie w domku z pamiątkami. A że jestem miła i raczej gościnna… – Auntie Vi zawiesiła głos. – Chce Pan wiedzieć coś jeszcze? Może o naszych liliowych stawach?

- Naprawdę dziękuję, ale Robin Hood wciąż czeka…

- Oczywiście, rozumiem. Proszę jeszcze wpaść na herbatkę.

- Bardzo chętnie Ciociu Vi.

 

,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook