Hunedoara – zamek bajkowy, krajobraz przemysłowy

Krajobraz wyglądał na niedawno zakończoną wojnę cyborgów z ludźmi. Spośród zwałów brunatno-czarnej ziemi wystawały giganty rur, nienaturalnie poskręcane taśmociągi i ceglane fundamenty. Wydawało się, że z ich czeluści zaraz wyłonią się ci, którzy przetrwali i zaczną snuć się wśród ostatnich kępek traw, nieświadomi apokalipsy. Salut Hunedoaro. Powitanie postindustrialne.

Ulewa, która w 15 minut zamieniła ulice Hunedoary w błotniste potoki, przydawała jej jeszcze smutniejszy wygląd. Całe 80-tysięczne miasto otaczają betonowe straszydła, kominy, działające wciąż i już zamknięte bloki największego niegdyś kompleksu hutniczo-metalurgicznego w Rumunii.

Hutnictwo żelaza w Hunedoarze rozpoczęło się jeszcze w czasach rewolucji przemysłowej pod koniec XIX wieku. Rudy dostarczano z oddalonych o kilkanaście kilometrów wiosek na wschodnich zboczach gór Poiana Ruscă. Z Ghelari poprowadzono nawet 16-kilometrowy taśmociąg z wagonikami (fantastyczne, wręcz nierealne, przypominające obraz zdjęcie wykonał w 1975 r. dla National Geographic Winfield Parks). Wkrótce powstało połączenie kolejowe, zakłady się rozbudowywały, stawiano nowe piece martenowskie i walcownie. Liczba mieszkańców Hunedoary wzrosła od lat 30. XX wieku z  4 tys. do 90 tys. w latach 90. ubiegłego stulecia. Combinatul Siderurgic Hunedoara zatrudniał w okresie największej produkcji w latach 70. i 80. ok. 20 tys. robotników, a jego piece produkowały prawie 4 mln ton stali.

Koniec komunizmu i początek przemian kapitalistycznych to również początek trudnych czasów dla kombinatu Hunedoary cierpiącego zacofanie technologiczne i przerost zatrudnienia. Pierwszą część zamknięto już w roku 1991, później wygaszano kolejne piece i zamykano przestarzałe linie. W gruz i pył zamieniło się osiem 90-metrowych kominów, liczba zatrudnionych spadła poniżej tysiąca, natomiast dziesiątki ludzi zajęły się kradzieżą i sprzedażą złomu. Od 2003 r. prywatyzację prowadzi nowy właściciel – hinduski potentat Mittal Steel (od 2006 Arcelor Mittal). Wielomilionowe inwestycje w ostatnich latach modernizują produkcję hutniczą w Hunedoarze (wynosi obecnie ok. 700 tys. ton), ale zmianie nie uległ apokaliptyczny krajobraz wykreowany w ostatnim dwudziestoleciu.

Hunedoara słynie w Rumunii (i trochę poza jej granicami) z dwóch powodów: hutnictwa i średniowiecznego zamku uznawanego za najpiękniejszy w Transylwanii. Hunedoara na północnych obrzeżach (i nie tylko) przypomina jedno z miast Górnego Śląska lub Wałbrzych. I podobnie, jak w Wałbrzychu, odrażające i odrzucające większość odwiedzających miasto, kryje skarb w postaci wspaniałego zamku. Książ jest jednak pięknie umiejscowiony wśród zalesionych wzgórz, nad doliną Pełcznicy, nad którą unosi się mistyczna mgiełka. W Hunedoarze może to być raczej dym z komina wielkiego pieca, co nie odbiera jednak uroku samemu zamkowi.

Zamek w Hunedoarze

Bajkowa warownia zupełnie nie pasuje do – mijanego po drodze – pejzażu z filmów science-fiction; kominów, blach i szarych bloków. Zdaje się nie pasować do mroczno-romantycznej wizji dzikiej Transylwanii, posępnych, wysokich gór, lasów, odludzi spływających krwią ofiar Włada Palownika zwanego Drakulą. Hunedoarski zamek wydaje się jednak na to nie zważać i roztacza wokół siebie niezwykłą aurę, niczym z francuskich pieśni średniowiecznych, legendy o królu Arturze i „Gry o tron”, pnie się w niebo strzelistymi wieżami, jakby próbując wybić się nad miasto, nad kominy, nad przeciętność, zwyczajność i nudę.

Castelul Corvinilor, jak zwany jest po rumuńsku, powstał prawdopodobnie w XIV wieku, ale to Jan Hunyady – węgierski magnat, wojewoda siedmiogrodzki, gubernator i regent Węgier i bohater narodowy, który zasłynął zwycięstwem nad Turkami podczas oblężenia Belgradu w 1456 r. – uczynił z zamku po 1440 r. potężną twierdzę z podwójnym pierścieniem murów obronnych oraz kilkoma wieżami – prostokątnymi i kolistymi, które były zupełną innowacją w ówczesnych czasach w Transylwanii. „Krwawemu Jankowi” zamek zawdzięcza również kaplicę i zamek właściwy z imponującą salą rycerską oraz studnię…

Królowa bez serca

Jak większość położonych na wzgórzach zamków, gród w Hunedoarze cierpiał na brak wody. Jan zlecił zatem budowę studni i – jak głosi legenda – obiecał trzem tureckim więźniom wolność w zamian za skończenie pracy. Turcy drążyli w skale 15 lat. Wreszcie na głębokości 28 metrów trysnęła oczekiwana woda. Hunyady nie doczekał jednak tego momentu, a wdowa po regencie, Elżbieta Szilagyi nie dotrzymała obietnicy danej więźniom. Turcy wyryli zatem w kamieniu napis: „Możesz mieć wodę, ale nie masz serca”. Dziś arabska inskrypcja głosząca, że „Hassan, więzień giaurów z fortecy, kopał w tym miejscu” jest widoczna w zamkowej kaplicy.

***

Nie bój się

Dzieło Hunyady’ego kontynuował jego syn, król Węgier Maciej Korwin. Za jego czasów dobudowano m.in. wieżę zwaną Nebojsa (Nebojša, pol. Nie bój się). 5-kondygnacyjna wieża obronna z otworami strzelniczymi wysunięta jest poza obwód zamku i łączy się z nim ponad 30-metrowym arkadowym krużgankiem. Nazwę wieży nadali serbscy najemnicy służący Maciejowi.

W XVII w. zamek przebudowuje – dodając m.in. część pałacową, Białą Wieżę i platformę dla artylerzystów – książę Siedmiogrodu Gábor Bethlen. Wspaniałe konstrukcje obronne nigdy się warowni nie przydały – zamek ominęły wojny targające Europą i pełnił głównie funkcje rezydencjonalne.

Kolejne stulecia przyniosły, niewielkie na szczęście, uszkodzenia w pożarach. Dziś zamek w Hunedoarze przechodzi kolejne renowacje, by olśniewać coraz liczniejszych turystów.

***

Spacer po zamku to intrygująca, godzinna lekcja historii. Niestety, pomimo fascynującej architektury, nie zachowało się prawie nic z oryginalnego wyposażenia, a pustkę wypełniają sztampowe wystawy typu „sala tortur”.  Cena biletu (25 lei, ulgowy – 5 lei, solidna zniżka) wydaje się w tym przypadku jednak nieco wygórowaną.

Zamek czynny jest codziennie w godzinach 9.00-20.00 w lecie i 9.00-17.00 w zimie (01.10-31.03).

4 comments on “Hunedoara – zamek bajkowy, krajobraz przemysłowy
  1. Ha! Ja wraz z rodzina też byliśmy w Hunedoarze w dniach 13-15 sierpnia. Zasadniczo zgadzam się z autorem tekstu. Dla tego zamku warto znieść trud dostania się do Hunedoary. Godne polecenia jest też miasto o pięknie brzmiącej nazwie – Alba Iulia. 70 km na wschód od Hunedoary, połowę mniejsze, ale to prawdziwa perełka, a raczej perła dla turystów. Ci, co nie widzieli Alba Iulii – przegrali życie. Dosłownie.

    • Władek,
      zgadzam się bez dwóch zdań. Alba Iulia cudowna – od samej uroczej, magicznej, antycznej nazwy przez cudo twierdzy, jej stan, życie w i wokół, tętno, tempo i atmosferę.

  2. Byłem, widziałem, potwierdzam – Hunedoara miota skrajnymi odczuciami: od piękna surowego zamku, tajemniczości betonowych zgliszczy po szare życie miejscowych, bardzo sympatycznych (w przeciwieństwie do Elżbieta Szilagyi) ludzi.
    W powyższym trafnym opisie Miasta brakło mi wzmianki o dzielnicy cygańskiej, kapiącej przepychem i blichtrem, gdzie każdy odwiedzający traktowany jest jak potencjalny bankomat :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook