Król Artur nad Bobrem

Zakręt, skos, ograniczenie prędkości, tunel, stary dworzec kolejowy, kościół, zakręt, zakręt… Droga jest jak pozwijane tagliatelle. Dolny Śląsk ma poniekąd coś z Włoch – każda wieś, osada, miejscowość kryje wspaniałe zabytki i niesamowite historie, a w krajobrazie nie brakuje pofalowanej szachownicy zieleni, żółci i brązów niczym z Umbrii.

Wieży nie widać z drogi Jelenia Góra – Lwówek Śląski. Kryje się za łanami zbóż, puzzlami dachówek i zagajnikami drzew. Wydaje się zresztą, że jest z nimi niejako zespolona. Na wewnętrznym dziedzińcu wieży rośnie potężna lipa, jakby usilnie broniła swoich skarbów.

fot. Krzysztof Góralski, autor zdjęć do książki Joanny Lamparskiej "Magia dolnośląskich zamków"

fot. Krzysztof Góralski, autor zdjęć do książki Joanny Lamparskiej „Magia dolnośląskich zamków”

Wieża książęca w Siedlęcinie to jeden z najbardziej niezwykłych obiektów na Dolnym Śląsku i jedyny w swoim rodzaju w Polsce, mimo tego, że nie oszałamia swoim widokiem. Przypomina wielki klocek z dziecięcych zabawek edukacyjnych, które maluchy muszą dopasować do otworu o odpowiednim kształcie. Nie od dziś wiadomo jednak, że prawdziwe piękno nie zawsze olśniewa blaskiem, złotem, diamentami i szafirami. Mawia się tak chociażby o Świętym Graalu…

Wieża to masywna, kamienna budowla na planie prostokąta o wymiarach 15 x 20,2 m. Wzniósł ją krótko po 1314 r. w. w dolinie Bobru, na szlaku handlowym Wrocław – Praga, prawdopodobnie książę jaworski Henryk I. – Oryginalne w większości stropy zostały wydatowane dendrochronologicznie na lata 1313-1314, a więc budowane równe 700 lat temu – przybliża czas powstania wieży dr Przemysław Nocuń, specjalista archeologii późnego średniowiecza i nowożytności, członek Stowarzyszenia „Wieża Książęca w Siedlęcinie”.

Wieża mieszkalna z rąk książąt jaworskich i świdnickich przechodziła w ręce majętnych rodów von Redern, Zedlitz, a wreszcie Schaffgotschów, których własnością pozostała aż do końca II wojny światowej. – Donżon, ze względu na osobę fundatora i wyróżniający go spośród innych śląskich wież status, winien być nazywany książęcą wieżą mieszkalną. Dopiero później stała się własnością rycerską – wyjaśnia dr Nocuń. Archeolodzy i historycy od lat starają się o zamianę „rycerskości” wieży na jej „książęcość” (doprowadzili do korekt w mapach i przewodnikach, w programach szkolenia przewodników sudeckich oraz zamieścili na drogowskazach prowadzących do Siedlęcina), choć to pierwsze miano – zapisane w przewodnikach i zakodowane w ludzkiej świadomości – trudno wyprzeć.

Wieża w Siedlęcinie

Wnętrze czterokondygnacyjnej budowli jest surowe, jak filmy ze Stevenem Seagalem. Znajduje się w nim małe muzeum, trochę eksponatów wydobytych podczas prac archeologicznych, historia wieży. Drugie piętro (nie licząc piwnicy) zawiera jednak prawdziwy skarb. Ściany pokryte zostały freskami przedstawiającymi opowieść z legendy o królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu.

Powabna Lady Ginewra, żona króla, wybiera się z dworzanami na majówkę, ale sielankę przerywa zły Meleagant, który porywa królową. Ginewrę ratuje dzielny Lancelot i historia mogłaby skończyć się niczym 450 odcinek wenezuelskiej telenoweli, ale scena, w której Lancelot i Ginewra trzymają się za ręce imputuje zdradę i sprzeniewierzenie się ideałom Okrągłego Stołu, rycerskiego kodeksu, honoru i prawości.

Wieża w Siedlęcinie

Freski w Siedlęcinie stworzyli artyści ze szwajcarsko-niemieckiego pogranicza w latach 1345-1346 , co czyni je najstarszymi, niesakralnymi malowidłami w Polsce. Główna część fresku jest żywa, kolorowa, wręcz niepasująca do ponurych, średniowiecznych wnętrz wieży. Inne fragmenty przypominają początkowy etap tworzenia komiksu, ciemne kontury postaci, jakby zachęcały do ich pokolorowania. Renowację malowideł przeprowadziła w 2006 r. Fundacja „Zamek Chudów” – obecny właściciel obiektu.

- Odpadające tynki z malowidłami udało się przykleić do ściany i odnowić dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Województwa Dolnośląskiego i pracy Fundacji – wspomina Nocuń. Podobnie było z naprawami po zniszczeniach z lat 90-tych XX w. – reperacją stropu po pożarze, renowacja kamiennych i drewnianych portali, odbudową zawalonego dachu nad łącznikiem między wieżą i dworem.

Wieża w Siedlęcinie

Historia przejęcia zabytku przez Fundację jest zresztą wyjątkowym bareizmem, jaki mogła stworzyć tylko PRL-owska rzeczywistość. Gdy Fundacja zakupiła wieżę na przetargu w 2001 roku, była jedynie właścicielem… budynku wieży i działki pod nim. Folwark, barokowy budynek przy wieży, a nawet schody prowadzące do wieży należały do kogoś innego, a Fundacja korzystała jedynie z zasady służebności – możliwości dojścia do wieży. W 2003 roku Fundacja „Zamek Chudów” zakupiła zdewastowany folwark wraz z zamieszkanym budynkiem obok i cały kompleks trafił w ręce jednego właściciela.

- To był trochę odruch konieczności ratowania jednego z najważniejszych zabytków średniowiecznych w Polsce, a trochę wyzwanie – tłumaczy decyzję Fundacji Przemysław Nocuń.

Wieża w Siedlęcinie

W lecie 2014 r. zakończył się siódmy sezon wykopalisk archeologicznych w Siedlęcinie. Wiadomo już, jak przebiegała fosa, odkryty został most i ciekawe elementy dworu, jak XVI-wieczna kuchnia, które „cofają go w czasie” nie tylko do XVI, ale nawet XIV i XV wieku (uważano go za XVIII/XIX-wieczną oficynę. – Priorytetem jest obecnie stworzenie projektu renowacji budynku dworu, który pozwoli na uwypuklenie wszystkich ważnych elementów. Pierwszym krokiem będzie wniosek na naprawę dachu i przywrócenie mu elementów oraz pokrycia, jakie znamy z najstarszego zdjęcia obiektu z początku XX w. – zapowiada Przemysław Nocuń.

Przygotowywany jest także wniosek, aby uznać wieżę książęcą w Siedlęcinie za pomnik historii. – W latach 2015 i 2016, kiedy będziemy świętować 700 lat wieży, planujemy także zorganizować również konferencję naukową, poświęconą wieży i jej fundatorowi, oraz wydać monograficzne podsumowanie dotychczasowych badań – opowiada członek Stowarzyszenia „Wieża Książęca w Siedlęcinie”.

fot. Krzysztof Góralski, autor zdjęć do książki Joanny Lamparskiej "Magia dolnośląskich zamków"

fot. Krzysztof Góralski, autor zdjęć do książki Joanny Lamparskiej „Magia dolnośląskich zamków”

I choć Bóbr nie przypomina legendarnej rzeki Cam (rzeka jest tu jeszcze niewielka, dość leniwa, ale popularne są spływy kajakowe – prawdziwym hitem stają się jednak dopiero poniżej Pilchowic), a Siedlęcinowi daleko do Camelotu, to wizyta w Siedlęcinie jest koniecznością dla miłośników niezwykłości, tajemnic i magii (nie tylko) Dolnego Śląska.

Joanna Lamparska, dziennikarka, pisarka, podróżniczka, miłośniczka i znawczyni Dolnego Śląska, umieszcza zresztą wieżę w Siedlęcinie na swojej liście TOP 10 najciekawszych miejsc w regionie , co powinno wystarczyć za rekomendację. Przemysław Nocuń przekonuje natomiast: „Cała wieża jest wyjątkowa. I klimat, który w niej panuje”.

9 comments on “Król Artur nad Bobrem
  1. Wieza bardzo ciekawa ,unikat ,ale z tym gralem ,królem Arturem ..T ta pewnie jeszce zaczarowane miecze i Hary Poter i zombii z grobów

  2. To właśnie dzięki freskom wieża nabiera niepowtarzalnego kolorytu i nie dziwię się, że Pani Joanna Lamparska umieściła ją w Top10. Od siebie polecam inne ciekawe miejsca takie jak dawne dwory, pałace i zamki uratowane przez obecnych właścicieli od kompletnej dewastacji i ruiny: http://insygnus.pl

  3. Piękny opis Dolnego Śląska. Wieża robi niesamowite wrażenie i jest niewątpliwie jedną z wielu perełek tego regionu. Podziwiałam ją wielokrotnie w czasie swoich rowerowych wypraw.

  4. Dziękuję za ciekawy artykuł o wyjątkowym miejscu. Równocześnie odsyłam choćby do anglojęzycznej Wikipedii, skąd można dowiedzieć się, że zamek Camelot nie leżał nad rzeką Cam (jak Cambridge). Sama etymologia nazwy zamku króla Artura jest zupełnie niepewna. Próba umiejscowienia Camelotu nad rzeką Cam w Cadbury – gdzie istotnie znaleziono pozostałości wielkiej fortyfikacji – została ostatecznie przez archeologów odrzucona.

  5. Ciekawostka jest taka iz w owej wieży po wojnie znaleziono część tzw zbiorów z listy Grundmanna (była oficjalną skrytką Grundmanna znajdującą się na liście). Do dzisiaj domniema się iż część skarbów nadal pozostaje tam ukryta.

  6. Malowidła w Wieży Książęcej bezpieczniej jest nazywać polichromiami. Na pewno nie są to freski, które kładzione są na mokrym tynku. W tym przypadku zastosowano metodę malowania „al secco”, czyli malowania na suchym tynku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook