Kairuan – o włos z brody od świętości

Meczet najlepiej widać z dachu sąsiedniego domu. Kremowo-żółta, masywna sylweta wybija się zdecydowanie nad zabudowania medyny. Potężne mury przypominają warownię, którą poniekąd stanowił, gdyż bronił wiernych dosłownie i w przenośni przed złem świata tego. Widok na meczet i białe domki starego miasta stanowi niejako wytchnienie od napięcia buzującego wewnątrz domu na dachu, którego stoję. Napięcie to niegroźne, ale gęste, iskrzące, niczym zderzające się w przestrzeni cząsteczki powodujące mikrowybuchy. To napięcie na linii sprzedawca dywanów-klient, to wielowiekowa gra, pociąganie za nici, rozwijanie wątków, picie kolejnych herbat z miętą, których zawartość cukru sprawia, że w zawodników wstępuje nowa energia. Spojrzenia, niee, tak, „przyjacielu”, „nie mogę”, przekomarzanie, „bracie, 1000 dolarów to jak wbijanie noża w plecy”… Uwielbiam rozmowy z arabskimi sprzedawcami, ale handlarze dywanów z Kairuanu są jak Espérance Tunis, 26-krotny mistrz kraju w piłce nożnej i 16-krotny w ostatnich 15 latach, więc nauczony kilkoma bolesnymi kopnięciami w kostkę, nawet z nimi nie zaczynam. Pech, a może szczęście, sprawiają, że najlepszy widok na Wielki Meczet w Kairuanie roztacza się z dachu „świata dywanów”.

Dywany i meczety są połączone nierozerwalną, mistyczną nicią. Setkami najbardziej misternych kobierców wyłożona jest posadzka samego Wielkiego Meczetu, a w Kairuanie meczetów znajduje się ponoć 100. Dywany oraz 400 marmurowych i porfirowych kolumn zdobi wnętrze świątyni, do której nie-muzułmanie nie mają wstępu. Wzrok ślizga się po zimnych podporach, zjeżdża po misternych motywach dekoracyjnych, wplata się w osnowę. To tylko muśnięcie wielkiej tajemnicy, niczym otarcie się o dłoń lub dotknięcie włosów ukochanej.

Wielki Meczet na zewnątrz to prostota i surowość. Wrażenie przebywania w religijnej twierdzy nie zmienia się ani po wejściu na marmurowy dziedziniec otoczony portykiem z 400 kolumnami, ani po zajrzeniu do wewnątrz. Nawet najbardziej wyrafinowane zdobienia w meczetach wydają mi się stworzone tak, by nie odwracać uwagi wiernych od Najważniejszego. Nie rozpraszają uśmiechnięte aniołki, tłuściutkie putta, detale obrazów, dzwonki smartfonów i sukienki nielubianych koleżanek. Uwielbiam spokój meczetów. Cel, natchnienie, równość i pokora wobec czegoś Potężnego, wobec wielo-, wielowiekowej tradycji i historii.

Kairuan - wnętrze Wielkiego Meczetu

Wielki Meczet w obecnym stanie powstał w IX w., gdy sam Kairuan istniał już 200 lat (oryginalna budowla nie zachowała się). Wtedy w Europie Środkowo-Wschodniej, przodkowie nas, z których wielu uwielbia wywyższać się i gardzić tymi, co nie z nami, co nie z tej dzielnicy, z nie tym szalikiem, innym nosem, czarnymi włosami i zielonymi spodniami, kto mówi „tak śmiesznie zdrabniając” lub „szwargocząc”, przodkowie nas spali w ziemiankach, chodzili w skórach, czcili drzewa i słońce.

W tym czasie Aghlabidzi otaczali medynę Kairuanu pierścieniem 3-kilometrowych murów, budowali baseny będące dziełem inżynierii ówczesnych czasów – woda dla miasta była sprowadzana akweduktem o dł. 36 km i gromadzona w zbiornikach, z których większy ma 128 m średnicy, a Wielki Meczet wyposażali w 35-metrowej wysokości minaret i podziemną cysternę zbierającą wodę deszczową spływającą po dziedzińcu.

Kairuan jest najstarszym i najważniejszym centrum kultury arabskiej i muzułmańskiej tradycji i religii w Afryce. Przez pięć stuleci był stolicą Ifrikiji obejmującej tereny Tunezji, Trypolitanii i Konstantyny. Stąd Aghlabidzi wyruszyli na podbój Sycylii ustanawiając tam swój emirat. Potęgę polityczno-ekonomiczną równoważyła na drugiej szali religia. Kairuan był najstarszym i najważniejszym ośrodkiem duchowym północnej Afryki. Uznano go za jedno z czterech najświętszych miast islamu obok Mekki, Medyny i Jerozolimy. Do dziś zdążają tu wierni z całego Maghrebu, a siedmiokrotny hadżdż do Kairuanu równał się pielgrzymce do Mekki.

Kairuan - medyna

Kairuan swoje znaczenie zawdzięcza nie tylko Wielkiemu Meczetowi. W 866 r. powstał tu Meczet Trzech Drzwi z charakterystycznym, potrójnym oczywiście, portalem wejściowym, pięknymi zdobieniami w stylu andaluzyjskim i jedną z najstarszych zachowanych inskrypcji wykonanych pismem kufickim. Najsłynniejsza historia sięga jednak czasów jeszcze sprzed powstania miasta. Około roku 654 pochowano tu Abu Zamę el-Balawiego zabitego przez Berberów. Przyjaciela Mahometa, wedle przekazów, złożono go w grobowcu z… trzema włosami z brody Mahometa, które Abu Zama zawsze nosił przy sobie. Dziś nad grobowcem świętego wznosi się zawija Sidi Sahab znana powszechnie jako Meczet Cyrulika.

El-Balawi przybył na to pustkowie nieco ponad 20 lat po śmierci Proroka. Mija kolejne kilkanaście lat i w 671 r. Ukba ibn Nafi, dowódca wojsk dynastii Umajjadów, uznaje to miejsce oddalone po kilkadziesiąt km od morza i pociętych wąwozami gór, wśród gajów oliwnych i cytrusowych, z dala od rzymskich obozów, za idealne na arabski obóz. Nazywa je Al Qairawān, karawanserajem, miejscem odpoczynku. Dziś nie zdążają tu już karawany nomadów; autostradą z Tunisu i z południa przyjeżdżają miejscowi i zagraniczni podróżni. Podziwiają kairuańskie meczety i targują się ze sprzedawcami dywanów. A ci poją ich dziesiątkami słodkich herbat, uśmiechów, słodkich słów o przyjaźni oraz opowieściami, że „przyjacielu, osnowę tego kobierca stanowi włos z brody samego Proroka…”.

4 comments on “Kairuan – o włos z brody od świętości
  1. Bez urazy ale dlaczego uważasz że nasza kościoły poprzez swoje zdobienia, ornamenty itp. odwracają uwagę? byłeś ty wogóle kiedyś w kościele? to że ci się przejadł nasz kościół nie czyni cię upoważnionym do zasuwania takich tekstów jak brzęczące telefony czy kiecki lasek. Muzułmanie są znacznie większymi prymitywami choćby poprzez stawianie kobiety na pośledniejszym miejscu a wiele ich meczetów ocieka złotem i kosztownościami. Podróżowałem po wielu krajach i widziałem nie jeden meczet ale nie zamierzam wywyższać ich świętych budynków kosztem naszych bo nie ma takiego powodu, są po prostu inne i w tym tkwi urok. zawsze byłem dumny że jestem Polakiem i wierzącym i zawsze będę i jakoś nigdy nie było z tym problemu w krajach islamskich (wręcz chętnie słuchali np w Kuala Terengganu, mieście wybitnie muzułmańskim). Wiara to nie Kościół i księża (choć np. w krajach islamu jest znacznie więcej imamów pedofilii – bo to jest społecznie dozwolone – niż kiedykolwiek było u nas). Bóg jest jeden i prowadzi do niego wiele ścieżek. a żałosne jest to że wielu tzw. podróżników cudze wywyższa nad poziomy nie znając swego.
    Wielu Islamistów to bardzo prymitywni i niewykształceni ludzie ulegający bez sensownej demagogi spaczonych tzw. przewodników duchowych. ich naiwna wiara że zabijając niewiernego trafią do raju pełnego lasek jest żałosna. A konflikt ideologiczny doprowadzi tylko rzezi i może pogrążyć nasz świat ponownie w mroku jaki mieliśmy już okazję doświadczyć :”średniowiecze”.

    • To że jesteś wierzący nie upoważnia Cię do wypisywania bzdur, że muzułmanie są znacznie większymi prymitywami. W sumie powinienem ten komentarz wyrzucić za promowanie głupoty, ale zostawię jako świadectwo faktu, że nie zawsze podróże (sugerujesz, żeś wielkim podróżnikiem jest) kształcą i rozwijają.

Odpowiedz na „Paweł ZAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook